wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 13

Gdy się obudziłam, byłam wściekła. w większości dlatego, że minął kolejny dzień. Wczoraj prawie cały dzień spędziłam z Beyonce, natomiast Justin z chłopakami. Byłam zła, bo Justin jutro wieczorem wyjeżdża,a my spędzamy ze sobą coraz mniej czasu. Tak Justin jutro wyjeżdża w BelieveTour. Za jakieś 36 godzin pożegnamy się na długi czas... Chciało mi się płakać. Nie miałam pojęcia jak dam sobię radę bez niego. Do tego jakbym miała mało problemów, jeszcze dzisiaj dostałam miesiączkę.

Justina nie było obok mnie. Chyba już wstał. Poszłam szybko do toalety, przemyłam twarz i umyłam zęby. Następnie polożyłam się na łóżku i zobaczyłam na telefonie która godzina. Nagle do pokoju wszedł Justin z wielką tacą pełną jedzenia.
-O moja księżniczka już wstała.-powiedział słodko. Położył tacę na moich kolanach i pocałował mnie w czoło.
-Dzieńdobry.-dodał głaszcząc mi po policzku
Wtedy nie wytrzymałam. Zaczęłam płakać jak małe dziecko.
-Co się stało?-zapytał i przytulił mnie
-Jesteś taki kochany. Zaczym się przyzwyczajać do twojego wyglądu, zapachu, do twoich włosów i do twoich oczu, które są najpiękniejsze na świecie. Ja po prostu nie wiem, jak wytrzymam bez ciebie...-mówiłam zapłakana.
-Mała nie płacz. Będzie dobrze. Przecież nie wyjeżdżam na zawsze. Będę przyjeżdżać. Możemy gadać na Skype, możemy nawet pisać do siebie listy. To nie będzie wyglądało tak, że od jutra wszystko się skończy. Tak łatwo to ja cię nie zostawię.-mówił. Zrobiło mi się trochę lepiej. W jego głosie słyszałam taką troskę, zrozumienie i miłość. - A jeśli sądzisz, że moje oczy są najpiękniejsze na świecie, to chyba nie widziałam swoich oczu. Nawet takie zapłakane są wspaniałe.
Zaśmiałam się. Razem z Justinem zjedliśmy śniadanie w łóżku.


Justin zaplanował wspaniałą randkę. Jednak nie chciał mi nic powiedzieć. Ubrałam się w ten zestaw. Natomiast Justin wyglądał tak. Powiedział mi, że cały dzień spędzimy razem, a potem wrócimy do Londynu.
-Gdzie idziecie?-zapytatał Zayn
-Nie ważne.-odpowiedział Justin
-Mi nie powiesz?-mówił robiąc minkę słodkiego pieska
-Idziemy pobyć jak najdalej od was.-powiedział przyciągając mnie do siebie
-Dobra.-powiedział Zayn, chyba się trochę wkurzył
-To pa chłopaki-powiedziałam i wyszliśmy
Razem z Justinem wsiedliśmy do samochodu Franka. Po drodze wypytywałam Justina gdzie jedziemy, jednak on nie chciał mi nic powiedzieć. W samochodzi oczywiście leciała głośna muzyka. Justin włączył płytę Rihanny. Po jakiś 20 minutach Justin zaparkował samochód na parkingu. Szybko podbiegł i otwozył mi drzwi. Mój Dżentelnem :) Złapał mnie za rękę i prowadził mnie gdzieś.

Nagle ujrzałam przepiękny krajobraz. Trawa była zielona i świeżo skoszona. Zza nie wielkiego jeziora było wida słońce, które mocno świeciło.
-Nie jest za zimno na kąpiel w jeziorze?-zapytałam, bo w końcu był dopiero kwiecień
-Kto powiedział, że będziemy się kąpać?-zapytał Justin, a ja w tym samym momencie zauwarzyłam czerwony kocyk w kratkę, a na nim koszyk.
-Ale jak ty to przygotowałeś?-zapytałam, bo nie wiedziałam kiedy miał na to czas
-Niall się czasem przydaje.-odpowiedział słodko mrużąc oczy, przez promienie słoneczne
Usiedliśmy na kocu. Z koszyka wyjęłam owoce. Były tam truskawki i bita śmietana. To chyba mój ulubiony deser, a Justin jak zwykle o tym wiedział. Wzięłam truskawkę, oblałam ją bitą śmietaną i zjadłam. Mmmmmmm ten smak, coś pysznego. Drugą truskawką poczęstowałam Justina. Trochę się skrzywił, bo ruskawki są troche kwaśne.
-Dzięki.-powiedziałam słodko się uśmiechając
-Za co?-zapytał marszcząc brwi
-Za wszystko.-powiedziałam i się do niego przytuliłam
-Oooooo! Jaka ty jesteś słodka.-mówił.


-Zobaczy ta chmura wygląda jak króliczek na rowerze!-krzyknął Justin, leżeliśmy na kocu i patrzeliśmy na chmury.
-Nie. To jest wielbłąd.-powiedziałam oburzona
-Wcale nie. To królik na rowerze.-zaczęliśmy się kłócić
-No przecież mówię ci, że to jest wielbłąd.
-Nie!-krzyknął, nagle zaczął mnie łaskotać. Nienawidziałam tego, była  wtedy taka bezbronna.
-Hahahahahaha! Justin! Haha! Przestań! Prosze! Hahahaha!-krzyczałąm, śmiejąc się
W końcu przestał, położyłam się i głęboko złapałam oddech. Nagle poczułam delikatny dotyk palców na mojej dłoni. Jego palce jechały coraz wyżej zaczynają od dłoni, idąc przez całą rękę, ramię, szyję i kończąc na mojej twarzy. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Byliśmy tak blisko, że czułąm jego oddech.
-Tak bardzo cię kocham.-powiedział, po czy pocałował mnie czule. To był chyba nasz najlepszy pocałunek. Na świerzym powietrzu. Nie byliśmy juz nie śmiali, przyzwyczailiśmy się do siebie. Po raz kolejny wyznał mi miłość, wtedy dotarło do mnie, że jeszcze nigdy nie powiedziałam mu tych 2 słów, tych 9 liter... Chyba nie byłam jeszcze gotowa.

No cóż... i tak nam minął cały dzień. Na jedzeniu gapieniu si na chmurach, na całowaniu się i na świetnej zabawie. On chyba lubi mnie nosić na rękach, bo po raz kolejny podniósł mnie w drodze powrotnej do auta. Jednak tym razem posadził mnie na przedniej masce samochodu. Splątałam nogi wokól jego ciała, a ręce miałam na jego ramionach. Natomiast Justin całował mnie w szyję, jeździł po niej nosem i włosach. To niesamowicie miłe uczucie. Przechodziły mi dreszcze po ciele. Nagle poszułam ukłócie w udo.
-Ałć!-krzyknęłam
-Coś nie tak?-zapytał przestarszony Justin
-Głupie komary!-krzyknęłam
-To może wejdziemy już do samochodu?-zapytał bawiąc się moimi włosami
Kiwnęłam twierdząco głową, chociaż nie chciałam wsiadać do auta, nie chciałam wracać. Przy Justinie czas leciał tak szybko, a mieliśmy go tak mało...

Pojechaliśmy do domu chłopaków. Musieliśmy zabrać swoje rzeczy i się z nimi pożegnać.
-Trzymaj się Niall.-powiedziała przytulając chłopaka-I nie jedz tyle ciastek.-zaśmiałam się
-Liam! Pilnuj ich, bo bez ciebie zginom!-powiedziałam poczym przytuliłam go mocno
-Ty masz przestać skakać do basenu na bombę!-zaśmiałam się i przytuliłam Louisa
-Zayn, jakbyś chciał wiedzieć, to byliśmy nad jeziorem.-jego też przytuliłam
-A ty Harry... Naucz się nosić koszulki.-oznajmiłam i wtupiłam się w niego.
-Wiesz co? Jesteś dziwna...-powiedział Harry, a ja sie spojrzałam na niego jakbym chciała go zabić - Bo przecież mieszkasz w Londynie, co nie? To czemu się żegnasz z nami jakbyś już więcej nas nie widziała? Przecież będziemy się widywać, czy tego chcesz czy nie. To Justin jedzie, i to jego przez dlugi czas nie będzie...
-Dzięki...-przerwałam mu, zrobiło mi się smutno, bo przypomniał mi o tym, że Juston wyjeżdża
-Widzisz co narobiłeś?-powiedział Liam, podszedł i mocno mnie przytulił
-Weź Harry, lepiej siedź cicho.-dodał Louis
-Dobra chłopaki, musimy już lecieć. Trzymajcie się.-powiedział Justin. Pożegnał się z każdym po kolei i wyszliśmy z domu. Chłopacy nam pomachali, gdy jechaliśmy. I tyle... To już prawie koniec...
-Za 25 godzin wyjeżdżasz...-powiedziałam patrząc się na drogę
-Wiem.-powiedział Justin
Nagle w mieniłam piosenkę, z płyty Rihanny. teraz leciała piosenka Stay. To idealnie opisywało naszą sytuację. Chcę żeby został, ze mną, lecz nie może, chociaż też tego chce...
-Proszę cię... Jeśli tak mamy spędzić te ostatnie chwile... to nie ma sensu.-mówił Justin ze zmarszczonym czołem - Powinniśmy się teraz cieszyć, że mamy siebie, powinniśmy żyć chwilą, a nie tym co będzie.
-Wiesz co? Masz rację.-powiedziałam wycierając łze, która spłynęła po moim policzku. Szybko zmieniłam piosenkę, była to płyta Rihanny, więc wybrałam We Found Love.
-I to rozumiem!-krzyknął Justin ciesząc się.
Razem śpiewaliśmy, bawiliśmy się i tańczyliśmy. Ta piosenka ma niesamowite basy, przez co aż chce się tańczyć. Faktycznie, miał rację, bo płakać mogę sama, jadnak świetnie się bawić to mogę tylko z nim. Był dobrym kierowcom, więc nie bałam się z nim jechć, mimo tego, że było już ciemno.

Podjechaliśmy pod mój dom. Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do środka. Akurat czekali na nas Frank, mama, Rachel i jej chłopak Chris.
-Oddaje kluczyki do samochodu. Naprawdę cudowna maszyna-powiedział Justin do Franka.
-Mam nadzieję, że nie porysowałeś go.-zaśmiał się
-Nie, jednak przydało by się pojechać na myjnie.
Justin dobrze sie dogadywał z Frankiem. Natomiast ja pierwsze co zrobiłam to przytuliłam się do Rachel. Stęskniłam się za nią. Przywitałam się też z Chrisem i z mamą.
-Justin. To jest Chris, chłopak Rachel. - powiedziałam
-Miło cię poznać.-powiedział Justin z miłym uśmiechem na twarzy
-Nie wierze, że ty tutaj stoisz, przede mną.-mówił zaszokowany Chris, nie ma co się dziwić, w końcu to był Justin Bieber... - Podpiszesz mi się na telefonie?-zapytał
-Jasne.-Justin wziął marker, a już po chwili, na iPhonie Chrisa był napis.
-Ooo i mi możesz się podpisać na butach!-krzyknęłam Rachel, po czym podała mu swoje białe conversy.
Chris i rachel zrobili sobie zdjęcie z Justinem. Fajny ten mój chłopak. :)

-Już pora na mnie.-powiedział smutno Justin - Muszę się jeszcze spakować.
Pocałowałam go. Nic nie mówiłam.
Odprowaziałam go do limuzyny. Przytuliłam go jeszcze.
-Do jutra.-szepnął mi do ucha.-Wpadnę na śniadanie.-dodał dłonią podnosząc moją brode, abym spojrzała mu w oczy. Cmoknęłam go w usta.
Justin wsiadł do limuzyny i pojechał, a ja pomachałam mu.


*************

Mam nadzieję, że się podoba.
Proszę was o komentarze. Możecie mi podpowiedzieć co napisać dalej.
Co byście chcieli w opowiadaniu lub co mam poprawić.
Nie mam za dużo czasu, bo muszę poprawia oceny, ale staram się pisać dalej, bo to lubie :)
Buziaki :*
-Kamila

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 12

Obudziły mnie wpadające do pokoju promienie słoneczne. Nie widziałam tak ładnej pogody od kiedy przyjechałam od Londynu. Spojrzałam na zegarek, była 9,17, czyli spałam jakies 6 godzin. Odwróciłam się i zobaczyłam śpiącego Justina. Leżał na brzuchu, a ręce miał zgęte pod głową. Z otwartych ust ciekła mi ślinka. Nie marnując okazji szybko sięgnęłam po telefon i zrobiłam mu zdjęcie. Skoro i tak nie mogłam spać stwierdziłam, że zejdę na dól. Jednak wcześniej założyłam legginsy. W domu był straszny bałagan. Wszystko leżało na podłedze; ubrania, jedzenie, krzesła, napoje, buty, dosłownie wszystko. Nagle ujrzałam pianino. Miałam ochotę na nim pograć, ale bałam się, że kogoś obudzę. W końcu w domu spało chyba 15 osób. Poszłam do kuchnii. Włączyłam muzykę na słuchawkach. Na mojej playliście były praktycznie same piosenki Beyonce. Serio ją uwielbiam. Zaczęłam sprzątać kuchnię, w której było bardzo dużo jedzenia. Słysząc piosenkę I Care, nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam ją śpiewać i tańczyć w rytm. Nagle ujrzałam Beyonce jak stała oparta o próg drzwi. Była ubrana w belikatą koszulę. Szybko wyjęłam słuchawki z uszu. Bey śmiała się, jak zawsze. Wyglądała tak ładnie bez makijażu.
-Naprawdę jestem twoją fanką.-powiedziałam, bo nie wiedziałam co powiedzieć
-Wierzę.-odpowiedziała anielskim głosem
Było mi trochę wstyd.
-Czy ty sprzątasz?-zapytała, a ja twierdząco kiwnęłam głową-Po co? Zaraz przyjadą pokojówki.
-Nie wiedziałam...
-Jak chcesz to możesz ze mną skoczyć do sklepu, bo trzeba nakarmić tych potworów.-zaśmiała się
-Pewnie, tylko się ubiorę. - pobiegłam na górę i założyłam ten zestaw. Szybko się pomalowała, nie mocno, jednak nie chciałam wychodzić bez make up. Natomiast Beyonce była ubrana w tą sukienkę. Ona nie musiała się malować, nie potrzebowała tego. Była naturalnie piękna. Razem z nią poszłyśmy do najbliższego sklepu. Było to Tesco. Po drodze dużo razmawiałyśmy.
-Co słychać u twojej córeczki?-zapytałam
-Rośnie.-odpowiedziała uśmiechając się pod nosem
-Chciałabym ją poznać. Bardzo mało o niej wiem, bo prawie nic o niej nie ma w internecie.
-Wiem. Staram się o to, aby mała miała normalne dzieciństwo. Nie chcę takiej sytuacji, jak np. w parku podwinie jej się spódniczka, a ktoś zrobi zdjęcie jak widać jej majteczki. Paparazzi czasem są okropni. Ona ma mieć normalne dzieciństwo, chociaż ma sławnych rodziców.- mówiła
-U kogo ją zostawiłaś?
-Umoich rodziców. Dzisiaj wieczorem chyba pogadamy na skype.
Bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało. Mówiła tak mądrze i tak spokojnie. Dużo ludzi podchodziło do Bey i prosiło o zdjęcie z nią. Ona nie potrafiła odmówić. Wszyscy się bardzo dziwnie na mnie patrzyli. W sumie, to przyzwyczaiłam się już do tego. Kupiłyśmy bardzo dużo jedzenia. Musiałyśmy nakarmić kilkanaśncie osób. Przy kasie kasjerka zapytała Beyonce:
-Czy ty jesteś Beyonce?
Rozbawiło mnie to pytanie. Ja bym odpowiedziała coś typu:
-Co? Ja Beyonce? Nie...
Jednak ona się uśmiechnęła. To musić być wspaniałe uczucie, kiedy każdy zna twoje imię.

W domu zastałyśmy idealny porządek. Najwidocznie ekipa sprzątająca już tutaj była. One Direction już nie spali. Siedzieli na kanapie i grali na xboxie. Grał z nimi tez Justin. Najśmieszniejsze było to, że żaden z chłopaków nie miał koszulki. Zaśmiałyśmy się na ich widok.
-No to chłopaki robimy śniadanie.-powiedziała Beyonce klaszcząc w ręce
-Zróbcie coś tylko dla nas, bo reszta już poszła.-powiedział Niall nieodrywając wzroku od gry
-Jak to poszli?-zapytała Bey
-Wstali i poszli.-odpowiedział Harry, patrząc się jak na głupie
-Ok... Śniadanie dla 9 osób. To i tak lepsze niż śniadanie dla 15 osób.-powiedziałam i razem z Beyonce poszłyśmy zrobić omlety. Byłyśmy jedynymi dziewczynami w domu, więc to był nasz obowiązek. Nagle poczułam ręce na mojej talii. Trochę się wystraszyłam, ale gdy ujrzałam Justina za mną uśmiechnęłam się.
-Jak się spało?-zapytałam
-Dobrze, ale bardzo chrapałaś.-zaśmiał się
-Wcale nie!-odpowiedziałam oburzona i fochnęłam się. Justin zaczął mnie łaskotać przez co wylądowałam na podłodze.  Zaczęliśmy się kłócić, oczywiście to była zabawa. Krzyczałam na niego, aby przestał mnie łaskotać, jednak on nie przestawał. Chwyciłam trochę mąki i dmuchnęłam Justinowi w twarz.
-Przesadziłaś. Wiesz?-odpowiedział wycierając twarz. Nagle położył mnie sobie na ramieniu. Zaczęłam się śmiać, a jednocześnie biłam go pięściami. Trochę się przestraszyłam gdy chłopak wyszedł z domu tylnymi drzwiami. Niespodziewanie zobaczyłam ogromny basen.
-Nawet o tym nie myśl!-krzyczałam przestraszona i zaczęłam się wyrywać. Jednak on mnie nie słychał. Nagle poczułam, że już mnie nie trzyma, a ja wpadłam do wody z wielkim pluskiem. Woda była bardzo zimna. Chciałam go nastraszyć, więc nagle wyskoczyłam z dna wody i krzyknęłam:
-Debilu, nie umiem pływać!-udawałam że się dławie wodą. Widok jego twarzy był bezcenny. Zniknął uśmiech, a na jego twarzy pojacił się strach. nagle wskoczył do wody i podpłynął do mnie. Wunurzyłam się z wody i dodałam - ŻARTOWAŁAM!
Chłopak odetchnął, a ja zaczęłam się z nim chlapać wodą. Po krótkiej chwili przestawiśmy. Spojrzeliśmy na siebie i się zbliżyliśmy tarzami. Nasze usta już miały się spodkać w pocałunku, aż tu nagle...
-Na bombe!-krzyknął Louis skacząc do wydy i robią przy tym wielki plusk. Po chwili już wszyscy byli w wodzie. Spojrzałam na Harrego. Przyłapałam go na gapieni się na mnie. Szybko spuścił wzrok i odwrócił się.
-Nienawidzę cię.-powiedziałam o Justina zawieszając ręce na jego szyi
-Kochasz mnie.-odpowiedział pewny siebie, po czym czule mnie pocałował.


Ten dzień minął nam spokojnie. To znaczy z nimi nie mogło być spokojnie. Cały dzień grillowaliśmy w ogrodzie i kąpaliśmy się w basenie. Gdzieś około 18 Beyonce powiedziała, że muszą wracać do domu. Okazało się, że jej córeczka zachorowała. Wymieniłyśmy się numerami telefonu. Podziękowałam jej za wszystko, a ona powiedziała, że gdy będę miałą jakiś problem, to ona zawsze mi pomoże.

-Kamila, podaj mi piwo.-powiedział Niall
-Sam sobie podaj... Po za tym wypiłeś juz za dużo.-powiedziałam, wkurzył mnie trochę
-Ale damulka się znalazła.-powiedział robiąc dziwne miny
-Ej, ty, no, kolego! Trochę szacunku do mojej kobiety!-powiedział Justin. Też był pijany. Powiedział to tak śmiesznie, że zczęłam się z niego śmiać. Gadał jak jakiś żul.
-Idzcie już spać. Wszyscy jesteście najebani w trzy dupy.-powiedziałam się śmiejąc z chłopaków.
Odziwo się mnie posłuchali. Wyszli z basenu i poszli po swoich pokoi. Natomiast ja zostałam na zewnątrz.

Miałam kilka spraw do obmyślenia. Jednak chodziło głownie o Justina. Nasz zwięzek był bardzo dziwny. Stwierdziłam, że zadzwonie do Rachel.
-Halo.-powiedziała
-Hej. Jak tam?-zapytałam
-Dobrze. A co u ciebie. Opowiadaj.-była podekscytowana
-Po pierwsze chciałam ci podziękować za wszystko, bo nie było by mnie tutaj gdyby nie ty. Ale zabiję cię za tą bieliznę...
-No co ? Kobieta musi mieć seksowną bieliznę.
-Haha.-zaśmiałam się-Muszę ci się zwierzyć.
-Dawaj.
-Chodzi o mnie i o Justina. To jest bardzo dziwny związek. Jesteśmy ze sobą bardzo krótko, jednak ja nie widzę kolejnego dnia bez niego. Nie wiem jak przeżyję, to kiedy on będzie w trasie. Wiem, że on coś do mnie czuje, ale...
-Kochasz go?-Racel mi przerwała
Chwilę się zastanowiłam co odpowiedzieć.
-To jest najgorsze, że nie wiem. Nie umiem się przy nim wyluzować. To chyba powinno być tak, że najpierw jesteśmy przyjaciółmi, a dopiero potem parą.
-Wcale nie. Według mnie to nawet i lepiej. Jeśli przyzwyczailibyście się do przyjaźni to ciężko by wam było zacząć chodzić ze sobą. Wydaje mi się, że za bardzo się martwisz. Masz obok siebie chłopaka który cię kocha.
-Ale ja nie wiem czy go kocham.
-Nie wiesz, bo nigdy tego nie czułaś. Musisz się przyzwyczaić do tej sytuacji.
-Boję się, że jak on wyjedzie, że to będze koniec z nami.
-Nie martw się. Jestem pewna, że przetrwacie tą próbę.
-Dzięki za pomoc.
-Zawsze możesz na mnie liczyć. Jestes dla mnie jak siostra.-powiedziała
-Kocham cię.-oznajmiłam, po czym zakończyliśmy rozmowę
Poszłam na górę. Justin brał prysznic. Byłam bardzo zmęczona. Położyłam się na łóżku i szybko zasnęłam.



************************

Po pierwsze bardzo was przepraszam, że tyle czekaliście, ale miałam teraz bardzo ważne testy i musiałam poprawiać oceny. 
Po drugie dziękuję bardzo, ze ponad 1000 wyświetleń. Jesteście cudowni. 
Po trzecie kolejny rozdział będzie jeszcze w tym tygodniu.
Po czwartek kocham was. Każdego po kolei. 
Buziaczki. 
-Kamila