Justina nie było obok mnie. Chyba już wstał. Poszłam szybko do toalety, przemyłam twarz i umyłam zęby. Następnie polożyłam się na łóżku i zobaczyłam na telefonie która godzina. Nagle do pokoju wszedł Justin z wielką tacą pełną jedzenia.
-O moja księżniczka już wstała.-powiedział słodko. Położył tacę na moich kolanach i pocałował mnie w czoło.
-Dzieńdobry.-dodał głaszcząc mi po policzku
Wtedy nie wytrzymałam. Zaczęłam płakać jak małe dziecko.
-Co się stało?-zapytał i przytulił mnie
-Jesteś taki kochany. Zaczym się przyzwyczajać do twojego wyglądu, zapachu, do twoich włosów i do twoich oczu, które są najpiękniejsze na świecie. Ja po prostu nie wiem, jak wytrzymam bez ciebie...-mówiłam zapłakana.
-Mała nie płacz. Będzie dobrze. Przecież nie wyjeżdżam na zawsze. Będę przyjeżdżać. Możemy gadać na Skype, możemy nawet pisać do siebie listy. To nie będzie wyglądało tak, że od jutra wszystko się skończy. Tak łatwo to ja cię nie zostawię.-mówił. Zrobiło mi się trochę lepiej. W jego głosie słyszałam taką troskę, zrozumienie i miłość. - A jeśli sądzisz, że moje oczy są najpiękniejsze na świecie, to chyba nie widziałam swoich oczu. Nawet takie zapłakane są wspaniałe.
Zaśmiałam się. Razem z Justinem zjedliśmy śniadanie w łóżku.
Justin zaplanował wspaniałą randkę. Jednak nie chciał mi nic powiedzieć. Ubrałam się w ten zestaw. Natomiast Justin wyglądał tak. Powiedział mi, że cały dzień spędzimy razem, a potem wrócimy do Londynu.
-Gdzie idziecie?-zapytatał Zayn
-Nie ważne.-odpowiedział Justin
-Mi nie powiesz?-mówił robiąc minkę słodkiego pieska
-Idziemy pobyć jak najdalej od was.-powiedział przyciągając mnie do siebie
-Dobra.-powiedział Zayn, chyba się trochę wkurzył
-To pa chłopaki-powiedziałam i wyszliśmy
Razem z Justinem wsiedliśmy do samochodu Franka. Po drodze wypytywałam Justina gdzie jedziemy, jednak on nie chciał mi nic powiedzieć. W samochodzi oczywiście leciała głośna muzyka. Justin włączył płytę Rihanny. Po jakiś 20 minutach Justin zaparkował samochód na parkingu. Szybko podbiegł i otwozył mi drzwi. Mój Dżentelnem :) Złapał mnie za rękę i prowadził mnie gdzieś.
Nagle ujrzałam przepiękny krajobraz. Trawa była zielona i świeżo skoszona. Zza nie wielkiego jeziora było wida słońce, które mocno świeciło.
-Nie jest za zimno na kąpiel w jeziorze?-zapytałam, bo w końcu był dopiero kwiecień
-Kto powiedział, że będziemy się kąpać?-zapytał Justin, a ja w tym samym momencie zauwarzyłam czerwony kocyk w kratkę, a na nim koszyk.
-Ale jak ty to przygotowałeś?-zapytałam, bo nie wiedziałam kiedy miał na to czas
-Niall się czasem przydaje.-odpowiedział słodko mrużąc oczy, przez promienie słoneczne
Usiedliśmy na kocu. Z koszyka wyjęłam owoce. Były tam truskawki i bita śmietana. To chyba mój ulubiony deser, a Justin jak zwykle o tym wiedział. Wzięłam truskawkę, oblałam ją bitą śmietaną i zjadłam. Mmmmmmm ten smak, coś pysznego. Drugą truskawką poczęstowałam Justina. Trochę się skrzywił, bo ruskawki są troche kwaśne.
-Dzięki.-powiedziałam słodko się uśmiechając
-Za co?-zapytał marszcząc brwi
-Za wszystko.-powiedziałam i się do niego przytuliłam
-Oooooo! Jaka ty jesteś słodka.-mówił.
-Zobaczy ta chmura wygląda jak króliczek na rowerze!-krzyknął Justin, leżeliśmy na kocu i patrzeliśmy na chmury.
-Nie. To jest wielbłąd.-powiedziałam oburzona
-Wcale nie. To królik na rowerze.-zaczęliśmy się kłócić
-No przecież mówię ci, że to jest wielbłąd.
-Nie!-krzyknął, nagle zaczął mnie łaskotać. Nienawidziałam tego, była wtedy taka bezbronna.
-Hahahahahaha! Justin! Haha! Przestań! Prosze! Hahahaha!-krzyczałąm, śmiejąc się
W końcu przestał, położyłam się i głęboko złapałam oddech. Nagle poczułam delikatny dotyk palców na mojej dłoni. Jego palce jechały coraz wyżej zaczynają od dłoni, idąc przez całą rękę, ramię, szyję i kończąc na mojej twarzy. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Byliśmy tak blisko, że czułąm jego oddech.
-Tak bardzo cię kocham.-powiedział, po czy pocałował mnie czule. To był chyba nasz najlepszy pocałunek. Na świerzym powietrzu. Nie byliśmy juz nie śmiali, przyzwyczailiśmy się do siebie. Po raz kolejny wyznał mi miłość, wtedy dotarło do mnie, że jeszcze nigdy nie powiedziałam mu tych 2 słów, tych 9 liter... Chyba nie byłam jeszcze gotowa.
No cóż... i tak nam minął cały dzień. Na jedzeniu gapieniu si na chmurach, na całowaniu się i na świetnej zabawie. On chyba lubi mnie nosić na rękach, bo po raz kolejny podniósł mnie w drodze powrotnej do auta. Jednak tym razem posadził mnie na przedniej masce samochodu. Splątałam nogi wokól jego ciała, a ręce miałam na jego ramionach. Natomiast Justin całował mnie w szyję, jeździł po niej nosem i włosach. To niesamowicie miłe uczucie. Przechodziły mi dreszcze po ciele. Nagle poszułam ukłócie w udo.
-Ałć!-krzyknęłam
-Coś nie tak?-zapytał przestarszony Justin
-Głupie komary!-krzyknęłam
-To może wejdziemy już do samochodu?-zapytał bawiąc się moimi włosami
Kiwnęłam twierdząco głową, chociaż nie chciałam wsiadać do auta, nie chciałam wracać. Przy Justinie czas leciał tak szybko, a mieliśmy go tak mało...
Pojechaliśmy do domu chłopaków. Musieliśmy zabrać swoje rzeczy i się z nimi pożegnać.
-Trzymaj się Niall.-powiedziała przytulając chłopaka-I nie jedz tyle ciastek.-zaśmiałam się
-Liam! Pilnuj ich, bo bez ciebie zginom!-powiedziałam poczym przytuliłam go mocno
-Ty masz przestać skakać do basenu na bombę!-zaśmiałam się i przytuliłam Louisa
-Zayn, jakbyś chciał wiedzieć, to byliśmy nad jeziorem.-jego też przytuliłam
-A ty Harry... Naucz się nosić koszulki.-oznajmiłam i wtupiłam się w niego.
-Wiesz co? Jesteś dziwna...-powiedział Harry, a ja sie spojrzałam na niego jakbym chciała go zabić - Bo przecież mieszkasz w Londynie, co nie? To czemu się żegnasz z nami jakbyś już więcej nas nie widziała? Przecież będziemy się widywać, czy tego chcesz czy nie. To Justin jedzie, i to jego przez dlugi czas nie będzie...
-Dzięki...-przerwałam mu, zrobiło mi się smutno, bo przypomniał mi o tym, że Juston wyjeżdża
-Widzisz co narobiłeś?-powiedział Liam, podszedł i mocno mnie przytulił
-Weź Harry, lepiej siedź cicho.-dodał Louis
-Dobra chłopaki, musimy już lecieć. Trzymajcie się.-powiedział Justin. Pożegnał się z każdym po kolei i wyszliśmy z domu. Chłopacy nam pomachali, gdy jechaliśmy. I tyle... To już prawie koniec...
-Za 25 godzin wyjeżdżasz...-powiedziałam patrząc się na drogę
-Wiem.-powiedział Justin
Nagle w mieniłam piosenkę, z płyty Rihanny. teraz leciała piosenka Stay. To idealnie opisywało naszą sytuację. Chcę żeby został, ze mną, lecz nie może, chociaż też tego chce...
-Proszę cię... Jeśli tak mamy spędzić te ostatnie chwile... to nie ma sensu.-mówił Justin ze zmarszczonym czołem - Powinniśmy się teraz cieszyć, że mamy siebie, powinniśmy żyć chwilą, a nie tym co będzie.
-Wiesz co? Masz rację.-powiedziałam wycierając łze, która spłynęła po moim policzku. Szybko zmieniłam piosenkę, była to płyta Rihanny, więc wybrałam We Found Love.
-I to rozumiem!-krzyknął Justin ciesząc się.
Razem śpiewaliśmy, bawiliśmy się i tańczyliśmy. Ta piosenka ma niesamowite basy, przez co aż chce się tańczyć. Faktycznie, miał rację, bo płakać mogę sama, jadnak świetnie się bawić to mogę tylko z nim. Był dobrym kierowcom, więc nie bałam się z nim jechć, mimo tego, że było już ciemno.
Podjechaliśmy pod mój dom. Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do środka. Akurat czekali na nas Frank, mama, Rachel i jej chłopak Chris.
-Oddaje kluczyki do samochodu. Naprawdę cudowna maszyna-powiedział Justin do Franka.
-Mam nadzieję, że nie porysowałeś go.-zaśmiał się
-Nie, jednak przydało by się pojechać na myjnie.
Justin dobrze sie dogadywał z Frankiem. Natomiast ja pierwsze co zrobiłam to przytuliłam się do Rachel. Stęskniłam się za nią. Przywitałam się też z Chrisem i z mamą.
-Justin. To jest Chris, chłopak Rachel. - powiedziałam
-Miło cię poznać.-powiedział Justin z miłym uśmiechem na twarzy
-Nie wierze, że ty tutaj stoisz, przede mną.-mówił zaszokowany Chris, nie ma co się dziwić, w końcu to był Justin Bieber... - Podpiszesz mi się na telefonie?-zapytał
-Jasne.-Justin wziął marker, a już po chwili, na iPhonie Chrisa był napis.
-Ooo i mi możesz się podpisać na butach!-krzyknęłam Rachel, po czym podała mu swoje białe conversy.
Chris i rachel zrobili sobie zdjęcie z Justinem. Fajny ten mój chłopak. :)
-Już pora na mnie.-powiedział smutno Justin - Muszę się jeszcze spakować.
Pocałowałam go. Nic nie mówiłam.
Odprowaziałam go do limuzyny. Przytuliłam go jeszcze.
-Do jutra.-szepnął mi do ucha.-Wpadnę na śniadanie.-dodał dłonią podnosząc moją brode, abym spojrzała mu w oczy. Cmoknęłam go w usta.
Justin wsiadł do limuzyny i pojechał, a ja pomachałam mu.
*************
Mam nadzieję, że się podoba.
Proszę was o komentarze. Możecie mi podpowiedzieć co napisać dalej.
Co byście chcieli w opowiadaniu lub co mam poprawić.
Nie mam za dużo czasu, bo muszę poprawia oceny, ale staram się pisać dalej, bo to lubie :)
Buziaki :*
-Kamila
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz